Przejdź do treści

Ranking MBA 2026 – artykuły

DLA KOGO STUDIA MBA

Dyplom Master of Business Administration przestał być jedynie prestiżową przepustką do elitarnego klubu prezesów czy „drogą na skróty” do rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. W świecie szybkich zmian technologicznych, transformacji cyfrowej i niepewności rynkowej te studia zyskały nową funkcję – stały się poligonem doświadczalnym, platformą oswajania lęków przed przyszłością oraz intensywnym kursem zadawania właściwych pytań. Eksperci, wykładowcy i absolwenci wyjaśniają, dla kogo są te studia, dlaczego bez realnego dorobku zawodowego nie warto wchodzić na salę wykładową, co na zajęciach robią 35-letni startupowcy i dlaczego po czterdziestce MBA może stać się najlepszym wstrząsem intelektualnym w karierze.

Jeszcze kilkanaście lat temu trzyliterowy skrót MBA w CV miał działać jak magia. Dziś rynek weryfikuje motywacje kandydatów. Osoby, które idą na studia wyłącznie „po papier” kończą w słabych programach, co – jak pokazały głośne afery z dyplomami w Polsce – potrafi zniszczyć reputację menedżera czy polityka. Eksperci i doradcy z platform takich jak Poets&Quants wskazują jednoznacznie: decyzja o studiach musi opierać się na mierzalnych celach, chęci zdobycia praktycznej wiedzy oraz budowaniu autentycznej sieci kontaktów w ramach np. silnych klubów absolwenckich. Kto zatem zyska na studiach menedżerskich, a dla kogo będą jedynie stratą czasu?

Dla kogo SĄ te studia (a dla kogo NIE)?

Współczesne MBA nie są kontynuacją studiów magisterskich. Próg wejścia nie opiera się na ocenach z dyplomu, ale na liczbie przepracowanych lat, popełnionych błędów i skali zarządzanych projektów. Dr Andrzej Kuśmierz z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie definiuje profil dzisiejszego słuchacza: To studia dla osób zaawansowanych na swojej ścieżce zawodowej, które albo pracują w korporacjach na wyższych stanowiskach, albo założyli firmę i ta firma im wyszła i nagle stała się organizacją z wyzwaniami, o których oni nie mieli pojęcia, że istnieją. MBA zaprojektowano dla osób, które nie muszą koniecznie mieć wykształcenia ekonomicznego, ale robią w życiu coś przedsiębiorczego. A nawet jeśli ktoś kiedyś ekonomię studiował, to na pewno rozumie, że wraz z rozwojem pojawiają się nowe wyzwania i zjawiska, które warto nazwać i zrozumieć.

Brak praktyki zawodowej na ogół nie pozwala wyciągnąć z zajęć realnej wartości. Co więcej, słuchacz „bez dorobku” może stać się ciężarem dla reszty grupy. Nie są to studia dla osób tuż po studiach i bez doświadczenia zawodowego – te osoby nie wyciągną dla siebie tej praktycznej strony, bo studia MBA z założenia mają być praktyczne. Jedną z najistotniejszych rzeczy w MBA jest dobrze dobrana grupa uczestników. Osoby mają być z podobnym doświadczeniem zawodowym, z różnych branż i umieć się wymieniać swoimi „case’ami” – przypadkami, czy problemami. Jeśli ktoś nie ma takiego doświadczenia, to ani nie skorzysta, ani nic do tej grupy nie wniesie.

Andrzej Kuśmierz stawia sprawę jasno: Dla kogo te studia nie są? Na pewno nie dla tych, którzy wszystko wiedzą albo potrzebują wyłącznie dyplomu – jeśli to ich jedyna motywacja, jeżeli nie mają ciekawości – to nie dla nich.

Zasada różnorodności przyświecała także profesorowi Rafałowi Mrówce ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie przy projektowaniu programów: Wierzę w różnorodność na każdych studiach MBA. Ich siłą jest to, że mamy studentów z różnych obszarów, branż, z różnym wykształceniem i doświadczeniem życiowym.

Na studiach MBA odnajdują się dziś zarówno wybitni specjaliści (inżynierowie, lekarze, architekci IT), którzy po awansie muszą zdjąć z oczu branżowe klapki,  jak i menedżerowie planujący zwrot w karierze, czy też osoby zarządzające własnym biznesem usługowym lub produkcyjnym, a także doświadczeni członkowie zarządów szukający ucieczki z „bańki prezesa”.

Sukcesorzy i startupowcy

Większość wyzwań biznesowych dotyczy relacji i skalowania. Z tego powodu MBA bywa rozważane przez osoby, które mają przejąć firmy rodzinne oraz twórców technologicznych projektów.

Tu jednak również kryją się pułapki. W przypadku sukcesji kluczowa jest wewnętrzna motywacja kandydata: MBA nie jest dla tych, którzy są szykowani na sukcesorów, ale nie są zainteresowani przejęciem firmy, tylko dla tych, którzy już przejmują jakieś obowiązki, coś już robią, mają pytania i szukają rozwiązań, chcą pogłębić wiedzę. Nie przyjąłbym na studia MBA osoby, która jest tam wypychana przez rodzica – w rozumieniu „skończ studia, to pomyślimy o sukcesji”. Taka osoba niewiele z tych studiów skorzysta – przestrzega dr Kuśmierz.

W świecie startupów pokutuje z kolei mit, że najczęściej firmy zakładają osoby młode, w trakcie studiów lub tuż po nich. Praktyka rynkowa pokazuje jednak co innego: Średnia wieku ludzi, którzy odnoszą sukcesy w budowaniu nowych firm, mieści się między 40 a 50 lat. A młodsi startupowcy nie powinni zaczynać dodatkowych studiów, tylko robić swoje firmy – mają popełnić wszystkie możliwe błędy, przepalać pieniądze i zdobywać doświadczenie. Studia MBA będą dla nich idealne za kilka lat – jak im coś wyjdzie. Albo i nie, ale wtedy też zdobędą doświadczenie i rozumienie procesów rynkowych – zauważa dr Kuśmierz.

Potwierdzają to doświadczenia prof. Rafała Mrówki, który zainicjował tam program MBA for Startups: Czego się spodziewałem, jak zakładaliśmy studia MBA for Startups?  Że to będą osoby w wieku 27–28 lat, które skończyły studia, zakładają pierwszy biznes i chcą się nauczyć, jak zrobić to lepiej. Okazało się, że średnia wieku wynosi jednak raczej 35 lat, przychodzą ludzie, którzy mają okrzepnięty startup, przychodzą tacy, którzy mają startupy po przejściach, albo tacy, którzy z pierwszymi zbankrutowali i zakładają kolejne, przychodzą tacy, którzy mają pomysł, ale też tacy, którzy nawet pomysłu do końca nie mają, ale wiedzą, że chcą się wypisać z pracy w korporacji i chcieliby mieć wiedzę, jak taki startup zakładać.

Jak dodaje prof. Mrówka, ten szeroki wachlarz doświadczeń życiowych tworzy unikalną dynamikę: To, że oni są tak różni, bardzo ich inspiruje i napędza – ale to jest zwykłe dla MBA. Te studia takie są. W założeniu MBA nie miały być dla zbyt młodych. W przypadku MBA for Startups zakładaliśmy, że to doświadczenie będzie krótsze niż dla standardowego MBA. Ale też nie od razu po studiach. Życie to zweryfikowało – przychodzą ludzie z dużym doświadczeniem, którzy mają się czym dzielić. To nas ucieszyło, ale też zaskoczyło.

Nauka w tym programie w SGH odbywa się w formule synchronicznej online, co przyciąga słuchaczy z całego świata: Ten program jest całkowicie online. Ale „synchroniczny” – z włączonymi kamerkami, dyskusjami na zajęciach, koniecznością łączenia się o określonej godzinie. Nasi studenci są mobilni, a ten program pozwala im na udział z dowolnego miejsca na świecie. Mieliśmy takich, którzy łączyli się z Japonii, ale też takich, którzy z Chin, ze Szwajcarii, Francji, Portugalii, Finlandii...

Ostatecznym testem dla uczestników jest przejście przez pełny proces tworzenia i weryfikacji biznesu pod okiem praktyków i inwestorów:

Prowadzimy ich przez przygodę tworzenia startupu – zaczynając od mglistego pomysłu, testowania, zdobywania wiedzy bazowej. Im dalej w studia, tym bardziej zaawansowane przedmioty – skalowanie, rozmowy z funduszami. Zwieńczeniem studiów jest projekt dyplomowy. Najlbardziej udane – mają szansę pitchować na największej konferencji naszego partnera, InCredibles Sebastiana Kulczyka, gdzie najlepsze koncepcje prezentują się przed funduszami.

MBA jako „terapia grupowa”

Czy na studia menedżerskie może być za późno? Średnia wieku na najlepszych programach Executive MBA na świecie regularnie oscyluje wokół 38–42 lat. Czterdziestolatek wnosi na salę wykładową unikalny kapitał: ma za sobą rynkowe zawirowania, fuzje, trudne zwolnienia i sukcesy. Co więcej – dojrzałość sprzyja rozwojowi przywództwa autentycznego oraz inteligencji emocjonalnej.

Współcześnie MBA zaczęło przy tym odgrywać rolę, której dawniej nie akcentowano wprost – staje się bezpieczną przystanią w obliczu galopujących zmian technologicznych i geopolitycznych. Sztuczna inteligencja, biotechnologia i edycja genów (CRISPR), blockchain czy kryptografia kwantowa mogą wywoływać nawet u wysoko postawionych menedżerów uzasadniony lęk. W dzisiejszych czasach MBA zaczął chyba odgrywać trochę inną rolę – może wcześniej tego nie było, albo w mniejszym stopniu – wobec przyspieszenia, zwiększonej dynamiki zmian, spotkanie w grupie osób, które mają podobne pytania, niepewność, a czasem może i lęki, staje się czasami wręcz terapeutyczne. Można sobie tłumaczyć rzeczywistość i nieco ją okiełznać – tłumaczy dr Kuśmierz.

W takim otoczeniu tradycyjne wykłady ustępują miejsca moderowanej wymianie doświadczeń:

Na MBA nie chodzi o to, że wszyscy siedzą i słuchają wykładu – rolą wykładowcy tam, gdzie uczą się dorośli ludzie z doświadczeniem, często ogromnym, jest być raczej inteligentnym moderatorem, który ma doprowadzić, żeby osoby w grupie zbudowały  relację, a po drugie – w zaufaniu wymieniały się doświadczeniami. Również tymi trudnymi. Wychodzi nam z tego czasem coś w rodzaju grupowej terapii.

Zaufanie okazuje się trwałą wartością studiów: I to jest ważny element – bo na końcu słuchacze mówią, że najważniejszą rzeczą są te relacje właśnie, to zaufanie, ta grupa wsparcia. To, że razem rozwiązaliśmy problem, wymieniliśmy się doświadczeniem, bo okazało się, że inni mieli już takie wyzwania i podeszli do tego inaczej niż my.

O intensywnej współpracy zespołowej wspomina też prof. Mrówka: W tym programie dużo jest pracy w zespołach, współpracy studentów przy projektach po zajęciach. Każdy program MBA to wiedza, która po pierwsze płynie od wykładowców, a po drugie – jest wymieniana między studentami. Ale jest to też pewien networking – mają złapać między sobą kontakt. Mieszamy ich ciągle w grupach, żeby się do siebie za bardzo nie przyzwyczajali.

Ciekawość i „Zasada Vegas”

Gdy wiedza teoretyczna jest coraz łatwiej dostępna w sieci, rola uczelni przesuwa się w stronę kształtowania sposobu myślenia. Jak podkreśla dr Kuśmierz: Dostęp do wiedzy jest, ale trzeba jeszcze wiedzieć, o co pytać. Największym wyzwaniem jest dzisiaj zadawanie pytań i podstawowa ludzka ciekawość. Moim zadaniem jest uczenie tej ciekawości, spojrzenia z zainteresowaniem na rzeczywistość i zadania pytania – co dalej albo co to znaczy dla mnie?

Intelektualne wybijanie z utartych schematów osiąga się poprzez mieszanie na sali wykładowców i studentów z różnych światów – od branży spożywczej i lotnictwa po farmację i software house’y: W Koźmińskim dbamy, żeby ludzie byli z różnych branż, żeby nawzajem kwestionowali swoją pewność, wybijali się z utartych kolein. Ktoś z zupełnie innej bajki i branży potrafi zadać pytanie – czy aby na pewno? I nagle się okazuje, że można spojrzeć na sprawę inaczej. Bardziej kreatywnie.

Warunkiem koniecznym do szczerej dyskusji są jednak twarde reguły gry: Zasady Vegas, czyli nie wynosimy kejsów z zajęć; apolityczność, areligijność, oceniamy tylko zjawiska i patrzymy na to, co się dzieje. Nie używamy na zajęciach elektroniki – jesteśmy skupieni, aktywni na zajęciach i dyskusji.

Siła „power skills”

Program MBA to gigantyczny wysiłek czasowy, często realizowany kosztem życia prywatnego. Przekonanie, że dyplom zdobywa się za samo bierne uczestnictwo w weekendowych zjazdach, jest iluzją. Michał Zalewski, właściciel marki „Dobrze powiedziane” i ekspert od komunikacji – absolwent MBA i wykładowca z zakresu marki osobistej i budowania wizerunku na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu – wspomina: Magia studiów MBA polega na tym, że człowiek sam z siebie nigdy nie zmobilizowałby się do poświęcenia takiej ilości czasu na odkrywanie nowych rzeczy. W codziennym życiu prawdopodobnie nigdy bym nie wygospodarował przestrzeni na tak intensywną naukę. Na MBA nie da się w dwa weekendy nauczyć mikro- i makroekonomii. Ta praca jest do wykonania przez ciebie. Inaczej tego nie opanujesz.

Zalewski zaznacza przy tym, że samo zaliczenie zajęć nie oznacza sukcesu: Te studia da się skończyć chodząc tylko i wyłącznie na zajęcia, ale nie wyciągnie się z nich wartości, która leży u podstaw takich studiów, jeśli nie poświęci się samodzielnie czasu na zgłębianie tematów prezentowanych podczas zajęć.

Co ciekawe, absolwenci po latach częściej wskazują na transformacyjną rolę tzw. power skills niż samych wskaźników finansowych: To, co było dla mnie największym zaskoczeniem, to fakt, że poza przedmiotami, które nazywam „twardymi”, czyli tematami związanymi z zarządzaniem, niezwykle dużo dały mi przedmioty uważane za „miękkie i humanizujące”. Chociażby „zarządzanie sobą w czasie” czy „etyka w biznesie”, które okazały się kluczowe w kontekście zrozumienia tego, jak moja postawa w danej organizacji jest w stanie wpłynąć na tę organizację i na ludzi, z którymi współpracuję. Dodało mi to odwagi do rozmów jak równy z równym z osobami na o wiele wyższych stanowiskach.

Jednocześnie Zalewski przestrzega przed oczekiwaniem natychmiastowych podwyżek tuż po odebraniu dyplomu: Niestety, w Polsce nie jest tak, że MBA daje od razu realną korzyść w postaci wyższego stanowiska czy też wynagrodzenia. U nas to tak nie działa. Ale daje element zaufania czy też prestiżu jeżeli mówisz, że ukończyłeś te studia – one zajmują naprawdę dużo czasu i nie są tanie.

Największa wartość MBA objawia się w dyskusji i relacjach budowanych w świecie realnym: Studia typu MBA mają uczyć myślenia. Jeśli zajęcia prowadzone są przez osoby, które potrafią wzbudzić w słuchaczach chęć do rozmowy, dzielenia się swoimi doświadczeniami i kwestionowania przedstawianych treści, to wtedy mamy do czynienia z właściwie zaprogramowanymi studiami MBA. Zarówno w administracji publicznej, jak i w biznesie, mimo że żyjemy w erze cyfrowego świata, relacje są podstawą budowania czegokolwiek. Szczególnie gdy mówimy o zaufaniu, które jesteśmy w stanie zbudować w trakcie tego typu programu zarówno między uczestnikami, jak i z ekspertami prowadzącymi zajęcia. To procentuje i jest realną wartością.

Studia MBA nie są więc magicznym lekiem na brak pomysłu na karierę ani prostą maszynką do awansów. To wymagający poligon dla menedżerów, przedsiębiorców i liderów, którzy po latach pracy poczuli potrzebę weryfikacji własnych nawyków, obłaskawienia lęków przed nową technologią i zderzenia własnego doświadczenia z perspektywą innych. W biznesie nigdy nie jest za późno na podjęcie takiego wyzwania, ale zawsze jest za wcześnie, by uznać, że wie się już wszystko.

Anna Rączkowska