Między Harvardem a lokalnym podwórkiem
Przez lata polskie programy MBA aspirowały do bycia „zachodnimi”, kopiując sylabusy i case studies zza oceanu. Dziś, w dobie globalnych turbulencji i specyficznych wyzwań dla lokalnych rynków kopiowanie formatu 1:1 to droga donikąd. Zdaniem ekspertów, przyszłość należy do modelu hybrydowego, który łączy rygor międzynarodowych akredytacji z głębokim zrozumieniem polskiego kodu kulturowego i gospodarczego.
Debata o przyszłości MBA w Polsce coraz rzadziej sprowadza się do prostego wyboru: Zachód albo lokalność. Największą wartość daje dziś model hybrydowy, oparty na międzynarodowej jakości, globalnej perspektywie, ale zakorzeniony w polskiej gospodarce. MBA importowane z zagranicy może być sztuczne, zaś program ignorujący światowe trendy, prowincjonalny. Dlatego polskie uczelnie coraz częściej stawiają na rozwiązanie pośrednie: światowe akredytacje, międzynarodowe standardy i jednocześnie treści dopasowane do lokalnych wyzwań.
Fałszywa alternatywa
Czy kopiować Zachód, czy budować własną drogę? Samo postawienie sprawy w ten sposób jest błędem. Jak zauważa Patryk Wardziński, dyrektor zarządzający Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów, to w gruncie rzeczy fałszywa alternatywa.
– Największą wartość daje podejście hybrydowe: korzystanie z globalnie sprawdzonych koncepcji, narzędzi i najlepszych praktyk, przy jednoczesnym osadzaniu ich w lokalnej rzeczywistości gospodarczej i kulturowej. Program MBA nie powinien uczyć „jak robić dokładnie to samo”, lecz „jak myśleć, by mądrze adaptować rozwiązania do własnej organizacji” – podkreśla.
Podobnie uważa dr hab. Maja Kiba-Janiak, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i dyrektor programu EMBA.
– Kluczem do sukcesu jest inteligentna synteza, polegająca na łączeniu rygorystycznych, międzynarodowych standardów z głębokim osadzeniem w realiach polskiego rynku. Program będący jedynie kalką z Harvardu byłby sztuczny, natomiast taki, który ignoruje światowe trendy, stałby się zaściankowy – zaznacza.
Dlaczego kopiowanie 1:1 nie działa?
Polska ma własną specyfikę gospodarczą, organizacyjną i kulturową. To sprawia, że bezrefleksyjne przenoszenie zachodnich modeli zarządzania nie zawsze przynosi oczekiwane efekty.
Prof. Piotr Buła z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie wskazuje, że polska gospodarka ma inną strukturę niż wiele państw Zachodu.
–Polska ma silny sektor MŚP, dużą rolę państwa i spółek z udziałem Skarbu Państwa oraz szybkie „doganianie” technologiczne. To oznacza inne bodźce i ograniczenia decyzyjne – zauważa.
Dr hab. Grażyna Aniszewska-Banaś ze Szkoły Głównej Handlowej dodaje, że różnice nie dotyczą jedynie ekonomii, lecz także kultury organizacyjnej.
– Kopiowanie modeli zachodnich jest wygodne, ale krótkowzroczne. Kontekst kulturowy, sposób podejmowania decyzji, relacje w organizacjach, a nawet podejście do władzy i odpowiedzialności są inne niż w Kanadzie czy Europie Zachodniej. Tożsamość programu nie rodzi się z kopiowania slajdów, tylko z mądrego tłumaczenia idei na konkret – mówi.
Także prof. Szymon Ossowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza podkreśla rolę lokalnych uwarunkowań.
– Każde państwo ma inną historię, kulturę narodową i własne doświadczenia. Trzeba adaptować najlepsze modele zachodnie i wpasowywać je w polski system prawny, polityczny, medialny i ekonomiczny – ocenia.
Zachodni benchmark wciąż jest potrzebny
To jednak nie oznacza, że należy odrzucić zachodnie wzorce. Przeciwnie, międzynarodowe standardy są dziś podstawą jakości programu MBA. Prof. Piotr Buła wskazuje, że zachodnie standardy pozostają wspólnym językiem zarządzania. – Są potrzebne jako sprawdzony przez lata punkt odniesienia dla jakości kształcenia – podkreśla.
– Akredytacje takie jak AMBA czy AACSB stawiają przed programami MBA określone wymagania, zapewniające wysoką jakość kształcenia i rozpoznawalność dyplomu na całym świecie. Naturalna jest też współpraca z uniwersytetami i szkołami biznesu z zagranicy – zaznacza Beata Krawczyk-Bryłka z Politechniki Gdańskiej. Dodaje, że kontakt z międzynarodowym środowiskiem wzbogaca ofertę edukacyjną i daje studentom szerszą perspektywę działania.
Lokalność jako przewaga konkurencyjna
Coraz więcej polskich uczelni pokazuje, że siłą MBA może być właśnie zakorzenienie w regionalnej gospodarce.
Dr hab. Aneta Zelek, profesor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu, mówi wprost o potrzebie „hybrydowej tożsamości”. – Powinna bazować na tradycyjnych, sprawdzonych modelach zachodnich, ale jednocześnie kształtować local content, czyli obraz realiów gospodarki regionalnej. Takie podejście wzmacnia walory dyplomu MBA i pozwala na proces reality-check – wyjaśnia.
Jak dodaje, w praktyce oznacza to m.in. pracę na case studies z branż charakterystycznych dla Pomorza Zachodniego: gospodarki morskiej, logistyki czy przemysłu chemicznego.
Podobnie argumentuje dr hab. Justyna Łapińska, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
– Budowanie regionalnej tożsamości programu MBA nie jest ograniczeniem, lecz atutem. Uczelnie regionalne kształcą liderów, którzy bardzo często pozostają w swoich organizacjach i odpowiadają na specyficzne potrzeby rozwojowe regionu – wskazuje.
MBA to nie tylko wiedza
Eksperci przypominają, że studia MBA to nie tylko program nauczania, ale także środowisko wymiany doświadczeń, relacji i praktycznej wiedzy. Katarzyna Boch-Kasprzyk z Uniwersytetu WSB Merito w Poznaniu podkreśla rolę networkingu.
– Transfer wiedzy nie odbywa się linearnie, od wykładowcy do słuchaczy. Uczenie się przebiega we wszystkich kierunkach. Każdy uczestnik wnosi swoje doświadczenie i ma możliwość bieżącego rewidowania wiedzy przekazywanej przez wykładowców-praktyków – mówi.
To właśnie lokalne sieci kontaktów często okazują się jednym z najcenniejszych efektów ukończenia MBA.
Nie wszyscy jednak równie mocno akcentują potrzebę budowania „narodowej” tożsamości programów MBA. Tomasz Kasprowicz, dyrektor programu EMBA KSB, ostrzega przed przesadą.
– Polska jest dziś w dużej mierze typowym, zachodnim krajem gospodarki rynkowej i nie wymaga fundamentalnie odmiennych modeli kształcenia menedżerów. Nadmierna lokalizacja programu obniża jego atrakcyjność dla studentów zagranicznych i uderza w umiędzynarodowienie – podkreśla.
Jego zdaniem w klasycznych programach Executive MBA większą wartością jest kompatybilność z globalnym rynkiem talentów niż „narodowa specyfika”.
Lider przyszłości: glocal
Wyłania się obraz nowego typu menedżera, lidera „glocal”, czyli jednocześnie globalnego i lokalnego. To osoba rozumiejąca światowe trendy w zarządzaniu, ale potrafiąca wdrażać je w konkretnych realiach firmy działającej w Polsce.
Maciej Schab, menedżer i wykładowca programu MBA, zwraca uwagę, że polski biznes dojrzewa do budowania własnych modeli. – Przez ostatnie trzy dekady polscy przedsiębiorcy przejmowali wzorce zarządzania z rozwiniętych gospodarek. Budowanie przewagi konkurencyjnej będzie jednak zawsze związane z budowaniem własnej tożsamości biznesowej i kultury zarządzania – zaznacza.
Polskie programy MBA nie muszą już wybierać między kopiowaniem Zachodu a zamykaniem się we własnej niszy. Najlepsze z nich łączą oba światy: korzystają z międzynarodowych akredytacji, harvardzkich kejsów, nowoczesnych metod dydaktycznych i globalnych benchmarków, a jednocześnie uczą zarządzania osadzonego w realiach polskiej gospodarki.
To właśnie ta hybrydowa tożsamość staje się dziś ich największą przewagą konkurencyjną. W świecie, który jest jednocześnie globalny i lokalny, skuteczny lider musi rozumieć oba te porządki. A dobry program MBA powinien go do tego przygotować.
Anna Rejer

