Jaką drogą do rady nadzorczej?

Posiadanie dyplomu ukończenia studiów MBA miało być najprostszą drogą do otrzymania posady w radzie nadzorczej spółki z udziałem Skarbu Państwa. Tylko, czy nie łatwiej i taniej jest po prostu zdać egzamin państwowy na członka rady nadzorczej? Porównujemy koszty, nakłady i efekty.

Studia MBA to dwa lata wytężonej pracy, minimum 400 godzin lekcyjnych i co najmniej drugie tyle czasu na naukę indywidualną. Po drodze kilkanaście egzaminów i zaliczeń z różnych przedmiotów oraz pisanie i obrona pracy dyplomowej będącej projektem doradczym dla konkretnej firmy lub organizacji. Koszt to około 70 tys. zł. W uczelniach o słabej reputacji takie studia kosztują około 10 tys. zł, są natomiast realizowane na niskim poziomie i nie dają gwarancji wiedzy opisanej w standardach kształcenia przez instytucję akredytującą, np. AMBA. Wprawdzie absolwenci uproszczonego szkolenia też mogą trafić do rad nadzorczych, bowiem jakikolwiek dyplom MBA daje to uprawnienie, to ich wiedza nie została formalnie zweryfikowana. Zatem ich obecność w radzie raczej nie gwarantuje rzetelnego nadzoru właścicielskiego, o jaki chodziło autorom obowiązującej od 1 stycznia 2017 r. Ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym.

Egzamin państwowy zdaje się przed komisją powołaną przez Ministra Aktywów Państwowych. Trwa jeden dzień i składa się z dwóch części: z pisemnego testu jednokrotnego wyboru zawierającego 100 pytań do udzielenia odpowiedzi w czasie 100 minut oraz z egzaminu ustanego. Koszt przystąpienia do egzaminu wynosi 850 zł. Dostępne są materiały przygotowujące do egzaminu, w tym zestaw 27 książek i publikacji w przeważającej części o tematyce finansowej i prawa gospodarczego oraz z obszaru ładu korporacyjnego.

Test zalicza osoba, która uzyskała co najmniej 75 punktów. Część ustna składa się zazwyczaj z 3-4 pytań przed trzyosobową komisją i odbywa się w tym samym dniu, co część testowa. Kto nie zda egzaminu, może przystąpić do niego ponownie w innym terminie (są 2-3 terminy w miesiącu). Wówczas wymagane jest zdanie obu części egzaminu i ponowne wniesienie opłaty egzaminacyjnej. Osoby, które zdadzą egzamin, otrzymują dyplom uprawniający do zasiadania w radzie nadzorczej. Zdawalność jest niewielka, rzędu 25 do 30%.

Nieakredytowane, uproszczone studia podyplomowe z dopiskiem MBA może natomiast ukończyć praktycznie każdy. Jednakże nawet na takich studiach wymagana jest obecność i opłata, z reguły kilkunastokrotnie wyższa niż koszt egzaminu państwowego. Stąd pytanie, czy łatwiej wejść do grona potencjalnych członków rad nadzorczych spółek państwowych i samorządowych poprzez takie studia, czy lepiej jednak podejść do egzaminu, choćby kilkukrotnie? Jeśli kandydat ma rzeczywiście predyspozycje i ugruntowaną wiedzę, to egzamin państwowy może być niezbyt uciążliwą – bo jednodniową – formalnością i to za niewielkie pieniądze.

Z badań zrealizowanych przez Krajową Izbę Gospodarczą i portal nadzorkorporacyjny.pl wynika, że Polsce jest około 200 tys. stanowisk w radach nadzorczych. Skarb Państwa posiada udziały w około 400 spółkach, ale spółki samorządowe, gminne to już około pięciu tysięcy podmiotów (samych gmin jest 2479). W radach nadzorczych zasiada średnio 4 członków, co przekłada się na ponad 20 tys. posad w firmach, gdzie obowiązuje Ustawa o zasadach zarządzania mieniem państwowym. Minister Aktywów Państwowych nadzoruje 108 spółek, z czego ponad 20 ma strategiczne znaczenie dla gospodarki, wśród nich np. Grupa Azoty czy Poczta Polska.

Ostateczna decyzja o nominacji do rady nadzorczej leży w gestii Rady ds. Spółek z Udziałem Skarbu Państwa i Państwowych Osób Prawnych, której 8-osobowy skład pochodzi z nadania Premiera i Ministra ds. Aktywów Państwowych, a więc na końcu i tak jest to decyzja polityczna.

Ewa Barlik

PARTNER GALI RANKINGU MBA

Wyszukiwarka programów MBA

Określ kryteria interesujących Cię studiów MBA, a następnie kliknij przycisk "szukaj".