Zmierzch narcystycznego przywództwa

Co się stało, że absolwenci MBA Harvard Business School z 2025 roku gremialnie deklarują swoją wrażliwość, duchowość, empatię, a jednocześnie zdecydowanie odcinają się od motywacji nastawionej na osobisty sukces finansowy i społeczny? Czyżby szkoły biznesu przestały wypuszczać bezwzględnych poganiaczy, wyciskających siły witalne z podwładnych, byle dowieźć na czas oczekiwane wyniki finansowe w zarządzanej korporacji?

„Przed HBS myślałem, że jestem jedyną osobą, która decyduje o sukcesie. Po dwóch latach nauki wiem, że mogę wspierać innych, by czuli się tak dobrze, jak nigdy wcześniej” – deklaruje Daniel Alves do Quental. Jego kolega, również absolwent z rocznika 2025, Sam Berube mówi, że przed HBS sądził, iż przywództwo bierze się z osiąganych wyników i formalnych tytułów, a teraz wie, że „przywództwo bierze się z tego, jak się zachowujesz w pracy, w życiu i wobec innych ludzi”. W ramach projektu fotograficznego „Portrety”, pięknym zdjęciom studentów Szkoły Biznesu Harvardu, publikowanym na stronie instagramowej HBS, towarzyszą ich bardzo osobiste, takie właśnie jak tu przytoczone wyznania.

Coś jest na rzeczy, skoro studenci MBA na Harvardzie w 2025 roku są zachęcani do pogłębionej interpretacji wiersza Mary Oliver pod tytułem „The Summer Day”. Ten wiersz, który zaczyna się od pytania „Kto stworzył świat?”, a kończy pytaniem „Co zamierzasz zrobić ze swoim życiem?”, stawia w centrum analizy duchowość człowieka, jego związek z naturą i miejscem we wszechświecie.

Czy wrażliwi na losy świata menedżerowie lepiej realizują KPI i dostarczają przełomowych innowacji rynkowych? Nie. Ale ich podwładni rzeczywiście robią to lepiej.

Na tym polega dziś siła przywództwa, zwłaszcza w młodych zespołach. Te bowiem charakteryzują się trzema pozytywnymi wyróżnikami: wysokim wykształceniem, wysokimi oczekiwania zawodowymi i wysokimi wymaganiami dotyczącymi korzyści materialnych i duchowych; oraz jednym negatywnym: wyjątkowo niską akceptacja dla wykonywanej pracy. Zarządzanie takim zespołem w narcystycznym stylu nie daje dobrych efektów.

Menedżerowie starego typu, w tym dawni absolwenci znakomitych szkół biznesu, mogliby mieć problem z interpretacją wiersza „The Summer Day”. Reprezentują oni bardzo często przywództwo narcystyczne, którego wyznacznikiem są koncentracja na realizacji osobistych celów menedżera (stąd premia za wyniki) i wyjątkowo aroganckie zachowanie wobec podwładnych. To się właśnie kończy, choć nie wszędzie.

Sygnały płynące z czołowych szkół biznesu inspirują zmiany w programach kształcenia na studiach MBA także w Polsce. Rozszerzane są moduły dotyczące nowoczesnego przywództwa i rozwoju osobistego, często kosztem przedmiotów analitycznych, narzędziowych, takich jak wnioskowanie statystyczne, które z dużym powodzeniem zastępuje sztuczna inteligencja. Czy kolejnym krokiem będą zajęcia z poezji?

Poligony matematyczno- finansowe, jakimi do niedawna były szkoły biznesu, a niektóre wciąż takimi są, zmieniają się. Teraz proces kształcenia ma na celu nie tylko dostarczenie wiedzy i narzędzi potrzebnych w zarządzaniu, ale także poszerzanie horyzontów i szlifowanie osobowości menedżerów na nowe czasy. Pogłębiona analityka finansowa, znajomość specjalistycznych programów i aplikacji, zarządzanie operacyjne i projektowe stały się natomiast domeną specjalistycznych studiów podyplomowych. Dla szkół biznesu taka zmiana oznacza rozszerzenie oferty edukacyjnej i przywiązanie studenta do placówki w ramach strategii kształcenia przez całe życie (lifelong learning).

E.B.

PARTNER GALI RANKINGU MBA

Wyszukiwarka programów MBA

Określ kryteria interesujących Cię studiów MBA, a następnie kliknij przycisk "szukaj".